James Mattis, pełniący funkcję sekretarza obrony w gabinecie Donalda Trumpa, zakończył swoją pierwszą zagraniczną podróż służbową.

Na cel swojej podróży wybrał Koreę Południową i Japonię – kraje, w których obecność wojskowa Amerykanów jest znacząca i od wielu lat stabilizuje sytuację polityczną w regionie.

Była to ważna wizyta w kontekście deklaracji prezydenta Trumpa z kampanii wyborczej, kiedy mówił, że takie kraje, jak Japonia i Korea Południowa same powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo, pozyskując broń jądrową na własną rękę i więcej płacić Amerykanom za ich obecność w regionie.

James Mattis uspokoił władze gospodarzy, obiecując „efektywną i natychmiastową reakcję” na wypadek ataku ze strony Korei Północnej, która już posiada zdolność wystrzelenia rakiet dalekiego zasięgu w stronę Japonii oraz prawie ma gotowe rakiety z głowicami nuklearnymi, które będą mogły sięgnąć brzegów Stanów Zjednoczonych.

Wizyta ta świadczy też o tym, że prezydent Trump upatruje region Dalekiego Wschodu za najbardziej zapalny punkt na świecie. Jest to związane nie tylko z polityką i postawą Korei Północnej, ale przede wszystkim Chin.

Kolejną okazją do budowania wzajemnych stosunków dwustronnych z Japonią będzie rozpoczynająca się w najbliższy popiątek wizyta premiera Japonii Shinzo Abe w Stanach Zjednoczonych. Został on zaproszony do spędzenia kilku dni w należącym do Trumpa luksusowym kompleksie wypoczynkowym w Palm Beach na Florydzie

Zobacz też:  Polacy w Holandii przeciw odbieraniu dzieci.