Przeczytasz tekst w ok. 3 min.

Akademia Filmowa, która przyznaje Oscary, zdecydowała, że od 2024 roku filmy starające się o statuetkę w kategorii Najlepszy Film będą musiały spełnić tzw. standardy różnorodności, dotyczące m.in. obecności osób LGBTQ+, kobiet i mniejszości rasowych. Jak zareagowała branża filmowa? Jak to wpłynie na kino? Czy powstanie konkurencja dla Oscarów? Gościem “KontrQltury” IPP TV był Scotty Curlee, amerykański reżyser, producent i aktor, adiunkt na Wydziale Filmowym Liberty University. Rozmawiają Greta Samuel i Eunika Chojecka.

Greta Samuel: Jakie będą konsekwencje nowych standardów Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej dla przemysłu filmowego?
Scotty Curlee: Istnieją świetni twórcy, mający świetne pomysły na historie, którzy zostaną wykluczeni, ponieważ nie spełniają wymagań i nie będą mogli opowiedzieć historii, którą chcą opowiedzieć, ze względu na te nowe wytyczne. Tym sztucznym nakładaniem wymagań próbują na siłę wpasować coś, co tam nie pasuje. Próbują włożyć kwadratowy klocek do okrągłego otworu.
Myślę, że dla twórców filmowych to będzie frustrujące. Zobaczymy, jakie będą tego skutki, ale myślę, że to jest odejście od rzemiosła i zbyt mocne wprowadzanie celów politycznych do sztuki. I choć trudno jest rozdzielić te dwa obszary, bo zawsze są jakoś połączone, to myślę, że to, co się dzieje, wzbudzi w ludziach ogromne emocje.
G.S.: Czy jako Amerykanin koreańskiego pochodzenia nie cieszysz się z tych zmian?
S.C.: Czy ja się cieszę? Oczywiście, one są dla mnie korzystne, jednak myślę, że pracę powinny dostawać najbardziej wykwalifikowane osoby. Niezależnie od tego, czy w filmie pojawiają się same postacie białe, czy sami Azjaci, czy też sami czarni, musi to służyć opowiedzeniu historii. Nie powinniśmy narzucać tych sztucznych parametrów, konkretnych liczb, i pozbawiać możliwości otrzymania nagrody, jeśli ich nie spełnisz.
Wszystko ma służyć opowiedzeniu historii. Powinniśmy skupić się na tym, jak opowiedzieć historię. Powinniśmy myśleć o tym, co pomoże naszej konkretnej historii, a nie o sztucznych elementach, które musimy na siłę w nią włączyć.
Eunika Chojecka: Czy jako twórca chrześcijański czujesz się dyskryminowany tą decyzją Akademii?
S.C.: Są pewne rzeczy w tych wytycznych, które są sprzeczne z tym, w co wierzymy jako nowonarodzeni chrześcijanie. Gdy spojrzymy na to z tej strony, to myślę, że jest to sprzeczne z poglądami, jakie mamy jako chrześcijanie. To nie jest tak, że nie kochamy ludzi. Ale są sprawy, z którymi niekoniecznie zgadzam się jako nowonarodzony chrześcijanin, a które wpisują się w ten program marksistowski. Kiedy to przeanalizujemy, zobaczymy, że celem tego jest zniszczenie rodziny. Celem jest ideologiczne odwrócenie pokolenia odbierającego tę rozrywkę, a Akademia stała się częścią tego procesu przez nagradzanie tego. Wielka szkoda.
E.Ch.: Czy uważasz, że może powstać Akademia alternatywna do tej przyznającej Oscary?
S.C.: Rzeczywistość jest taka, że wszystko kręci się wokół pieniądza. Netflix wydał 15 miliardów dolarów na twórczość w 2019 r., Disney wydaje rocznie około 27 lub 28 miliardów dolarów. Podobnie inne wytwórnie. Trzeba naprawdę dużych pieniędzy, żeby tworzyć takie filmy. Jeśli są osoby, które uważają, że nie tak [jak chce tego Akademia] powinno się to odbywać i chcą przeznaczyć swoje pieniądze, mówiąc: „Jestem miliarderem i chcę zrobić coś dobrego dla sprawy, w którą wierzę”, to oczywiście myślę, że to możliwe.
Są ludzie, którzy próbują otwierać własne platformy internetowe. Jednak ciągle wszystko sprowadza się do dochodów. Na to trzeba mieć duże pieniądze. Być może wtedy będzie można stworzyć alternatywny proces nagradzania. Ale teraz mamy do czynienia z bardzo przekrzywionym systemem. I jesteśmy w mniejszości. Spójrzcie na główne media i na informacje, które przekazują, a także na ich narrację. Zauważycie blokowanie osób, które wierzą w to, w co my wierzymy.
E.Ch.: Czy Amerykanie będą protestować wobec decyzji Akademii? Jaka panuje atmosfera w USA, zarówno w świecie filmowym, jak i na tzw. ulicy?
S.C.: Czytałem artykuł o Kirstie Alley, która napisała na ten temat krytycznego tweeta, którego usunęła, a potem napisała kolejnego z wyjaśnieniem. Myślę, że wszyscy jesteśmy po prostu zaniepokojeni tym, co się dzieje. Żyjemy w podzielonym świecie. Milcząca większość płaci za platformy dystrybucji, wspiera ceremonie rozdawania nagród. Myślę, że one stracą widzów. O niektórych przypadkach głośno się mówi, a w innych mamy do czynienia z milczącą większością, której reakcję widzimy przez to, na co wydaje swoje pieniądze. Nie obejrzą rozdania Oscarów. Oglądalność rozdania Oscarów spada od wielu lat i prawdopodobnie jeszcze spadnie w przyszłych latach, jeśli pewne rzeczy się nie zmienią. Zmiany zobaczymy także na platformach internetowych, zobaczymy zmiany liczby użytkowników. Myślę, że to będzie narastało, a konsekwencje zobaczymy w sposobie, w jaki ludzie wydają pieniądze.
Tłumaczenie: Hanna Jazgarska

CAŁOŚĆ WYWIADU: