Wiemy z doświadczenia, że w świecie czerwonego pisaka wystarczy pociągnąć za ogon jednego barana, a po chwili wszystkie zaczynają beczeć. Co więcej, ich głos dochodzi do Brukseli, gdzie zaczynają organizować antypolską kampanię – pisze węgierski profesor János Simon o histerii zachodnich mediów wobec rządów PiS-u.

 

Orbán-Kaczyński – węgierski komentarz po spotkaniu

prof. János Simon

12 stycznia Viktor Orbán odbył bardzo krótką wizytę w Polsce. W niewielkiej miejscowości spotkał się z liderem partii rządzącej Jarosławem Kaczyńskim na kilkugodzinną rozmowę. Jako że nie było żadnej konferencji prasowej, pozostało tylko zgadywanie, co omawiali ważni europejscy politycy, co ustalili i dlaczego właśnie teraz.

fot. European People’s Party/flickr.com, Piotr Drabik/flickr.com

PiS nie ma większości niezbędnej do zmiany konstytucji, więc nie uda im się to, co udało się na Węgrzech. Należy o tym krótko wspomnieć, gdyż jak do dzisiaj na Węgrzech, tak i w Polsce rzeczą powszechną jest rozmazywanie obrazu rzeczywistości, zacieranie go, przesuwanie akcentów oraz zniekształcanie faktów. Otóż poprzedni polski parlament, na dwa miesiące przed październikowymi wyborami, mając parlamentarną większość, głosami Platformy Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego wprowadził poprawkę do konstytucji. Nikt nie protestował wtedy w stolicy Unii Europejskiej. Poprawka umożliwiła siłom rządzącym wybór pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego, mimo że dwóch z nich nie zakończyło jeszcze kadencji. Nowy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie zatwierdził tych nominacji jako niekonstytucyjnych, na co pokonani w wyborach odpowiedzieli oskarżeniami o pogwałcenie demokracji i rozpoczęli protesty uliczne.

Mandaty wybranych uprzednio sędziów zostały unieważnione przez poprawkę większości sejmowej w nowym Sejmie i wybrano pięciu nowych sędziów. Sędziowie zostali zatwierdzeni przez Prezydenta Dudę, który rzeczywiście pilnuje przestrzegania prawa. Dodać należy, że 15 członków Trybunału Konstytucyjnego jest wybieranych przez Sejm na 9-letnią kadencję, a głowa państwa zatwierdza ich urząd. Spośród 15 obecnych członków Trybunału 10 zostało wybranych w czasie rządów PO, a tylko 5 w czasie rządów PiS.

Warto się zastanowić, dlaczego większość prasy europejskiej myli się, krytykując polski rząd za zbytnią koncentrację władzy, a protest Brukseli wobec zmian w Trybunale Konstytucyjnym i prawie medialnym ma szczególnie ostry charakter.

fot. European Parliament/flickr.com, fot. Number 10/flickr.com

Moglibyśmy wymienić całą listę mieszania i zniekształcania faktów, ale wspomnijmy o podwójnych standardach, które wydają się dziś dominować oraz o tym, jak obecna opozycja wykonywała podobne jak PiS kroki. Wiadomo, że po każdej zmianie rządu zmieniają się główne figury świata mediów. Oznacza to, że jeśli wygrywa lewica, to istniejący brak równowagi jest naruszany w jeszcze większym stopniu, zaś jeśli wygrywa prawica, jest on redukowany. Polska nie była i nie jest tu jedynym przykładem takiej sytuacji. Zmianom zachodzącym w naszym regionie towarzyszy nieuchronnie pewien szczególny „komentarz” ze strony lewicy. Wiemy z doświadczenia, że w świecie czerwonego pisaka wystarczy pociągnąć za ogon jednego barana, a po chwili wszystkie zaczynają beczeć. Co więcej, ich głos dochodzi do Brukseli, gdzie zaczynają organizować antypolską kampanię.

Należy poruszyć jeszcze inny aspekt obecnej sytuacji, o którym nikt do tej pory nie wspominał, a który w mojej opinii pomaga zrozumieć politykę w naszym regionie. Dla „zachodnich komentatorów” problemem nie do przejścia jest, kiedy zwycięzcy politycy państw środkowoeuropejskich obejmujący kolejne instytucje demokratyczne, przemawiają do ludzi bezpośrednio, pytają obywateli o opinię, czy też na ich opinii się opierają. Kiedy owi komentatorzy spotkają się z taką sytuacją, nazywają ją po prostu populizmem, który jest typowym „antydemokratycznym” straszakiem. W wielowiekowej historii systemów prawnych i instytucji zachodnich demokracji ludzie zwykli ufać władzy, ponieważ instytucje te były działającymi przewidywalnie podwalinami systemu. W stabilnych demokracjach zachodnich oczekuje się od polityków, od Camerona do Merkel, że w przypadku ważnych decyzji będą oni odwoływali się do istniejącego systemu prawnego. Dzieje się tak, ponieważ system, na którym się opierają osiągnął uznanie i jest szanowany w świadomości społecznej danego społeczeństwa, co wzmacnia demokrację, rządy prawa oraz stabilność. Jednak w przypadku nowych demokracji w Europie Środkowej, zaufanie do instytucji jest na bardzo niskim poziomie, zaś wysokie jest zaufanie wzajemne ludzi, co przekłada się na zaufanie wobec członków rodziny czy narodu, że kiedy nadejdzie taka potrzeba, staną po naszej stronie. „Sektor prywatny” daje tu poczucie wartości i stanowi punkt odniesienia bardziej niż sektor państwowy. Powodem tego stanu rzeczy jest to, że tutaj – nieco dalej na wschód formy instytucji demokratycznych, systemów prawnych i treści reprezentujących wartości Zachodniej Europy zmieniają się zbyt często. Czyni je to nieprzewidywalnymi i uniemożliwia im zgromadzenie kapitału zaufania w dłuższej perspektywie (dotyczy to systemu prawnego, edukacji, kontroli nad mediami). Ale jednocześnie ukazuje się wielka siła trwałości rodziny i narodu, która, oparłszy się burzom przeszłości, nadal pozwala na ucieczkę przed nadużywającą siłę władzą i daje przed nią schronienie. Dlatego właśnie rzeczą powszechną w Europie Środkowej jest to, że polityk odnosi się do obywateli, niejako pytając ich o opinię. Polityk uwiarygadnia się w ten sposób, perspektywa jego politycznego mandatu wzmacnia się, zaś jego popularność rośnie i przyczynia się do sukcesu w kolejnych wyborach.

 

Zobacz też:  Trump: Chiny mogłyby łatwo zakończyć problem z Koreą Pn.

Prof. János Simon jest węgierskim politologiem i historykiem z Instytutu Badawczego i Archiwum Przemian Ustroju Węgier (RETÖRKI) w Budapeszcie.

 

Tłumaczenie Paweł Machała

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułT
Następny artykułRÓŻNE SPOSOBY UMIERANIA