Mieczysław Pajewski
Założyciel Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (PTKr)
Redaktor naczelny Problemów Genezy

 

  • Agnieszka Franus, „Kosmos pełen życia?”, National Geographic Polska 03.2019, s. 3.
  • Jamie Shreeve, „Halo, jest tam kto?”, National Geographic Polska 03.2019, s. 32–65.

Problem życia w kosmosie jest tematem wiodącym marcowego numeru National Geographic Polska. Znalazło to swoje odbicie także na okładce czasopisma. Nie po raz pierwszy National Geographic rozwija idee ewolucjonistyczne. Tym razem dotyczą one życia w kosmosie. Czasopismo przedstawia kilka bardzo ciekawych sposobów odkrywania życia na pozasłonecznych planetach przy użyciu najnowszych technik.

Skąd autorzy National Geographic wiedzą jednak, że na tych planetach takie życie istnieje? Przedstawiają bardzo proste rozumowanie. Oto przykłady pochodzące z omawianych artykułów.

„Naukowcy szacują, że jest w nim [w kosmosie] około 1 000 000 000 000 000 000 000 gwiazd, czyli więcej niż ziarenek piasku na wszystkich plażach Ziemi. Tylko naszą galaktykę, Drogę Mleczną tworzy od 100 do 400 mld gwiazd, a jest ona zaledwie jedną z miliardów galaktyk, które wchodzą w skład kosmosu. Na jedną gwiazdę statystycznie przypada jedna planeta, więc gdyby nasza Galaktyka miała jedynie milion planet podobnych do Ziemi, to liczba ta i tak wydaje się na tyle abstrakcyjnie wysoka, że odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań, jakie stawia sobie ludzkość – czy jesteśmy sami w kosmosie – wydaje się oczywista. Gdzieś musi być inne życie i tylko kwestią czasu jest znalezienie dowodu”. (s. 3)

„Planet jest więcej niż gwiazd, a co najmniej jedna czwarta z nich krąży w tzw. ekosferze swoich gwiazd, czyli strefie, w której dla życia nie jest ani za gorąco, ani za zimno. Ponieważ w Drodze Mlecznej jest co najmniej 100 mld gwiazd, istnieje minimum 25 mld miejsc, w których mogłoby powstać życie. I to tylko w naszej galaktyce, która jest jedną z bilionów (s. 36). […] Nie pytamy już, czy istnieje życie poza Ziemią, bo prawie na pewno istnieje. Teraz pytanie brzmi: jak mamy je znaleźć?”. (s. 39)

Autorzy są prawie pewni, że poza Ziemią istnieje życie. Jest to dla nich oczywiste. Ale na jakiej podstawie tak sądzą?

Z zacytowanych wypowiedzi wynika, że jedyną podstawą dla ich wniosku jest istnienie planet podobnych do Ziemi. Chodzi o planety skaliste, nie gazowe, poruszające się w takich odległościach od swoich słońc, aby woda istniała na nich w stanie ciekłym, czyli aby dla życia nie było za gorąco ani za zimno. Należy jednak zwrócić uwagę, że jest to warunek przetrwania już istniejącego życia, a nie jego powstania. Ewolucjoniści wierzą, że życie powstało samo, ale nie wiedzą, jak powstało i w jakich warunkach. Istnienie planet podobnych do Ziemi wystarcza, by przetrwało na nich już istniejące życie, na przykład przeniesione z Ziemi, ale nie wiadomo, czy wystarcza do powstania życia. Poza tym wnioskowanie o milionach nieznanych przypadków na podstawie tylko jednego znanego przypadku (Ziemi) jest skrajnie ryzykowne i nie uzasadnia przekonania, że wniosek jest prawie pewny.

Program poszukiwania obcych cywilizacji, tzw. program SETI, rozpoczął się w 1961 roku. Polegał on na rejestrowaniu setek tysięcy impulsów radiowych docierających każdej nocy do Ziemi, aby wykryć wśród nich taki, który nie powstał naturalnie, który jest sztuczny. Po ponad 30 latach bezowocnych poszukiwań Kongres USA w 1993 roku zakończył finansowanie projektu. Od tej pory powstawały różne nowe projekty finansowane prywatnie. Na przykład w 2008 roku powstał Instytut SETI, który prowadzi zespół radioteleskopów ATA (Allen Teleskope Array), którego nazwa pochodzi od nazwiska Paula Allena, nieżyjącego już współzałożyciela Microsoftu. Sieć ATA miała liczyć 350 radioteleskopów, ale wskutek niewystarczających dotacji liczy ich tylko 42, a liczba obsługujących ją pracowników spadła z siedmiu do jednego. Osiągnięcia Instytutu SETI są identyczne jak oryginalnego programu SETI, czyli żadne.

W 2015 roku pochodzący z Rosji inwestor giełdowy Jurij Milner zapoczątkował nowy program Breakthrough Initiatives, przeznaczając 200 milionów dolarów na szukanie życia we Wszechświecie, w tym 100 milionów dolarów na poszukiwanie obcych cywilizacji. Program poszukuje tzw. biosygnatur, czyli takich cech fizycznych, które istniejące życie nieuchronnie tworzy.

Nam, kreacjonistom, takie inicjatywy ewolucjonistów bardzo się podobają. Wyrzucają oni, co prawda, setki milionów dolarów w błoto, ale póki to są prywatne pieniądze, nic nam do tego. A przecież w miarę upływu czasu przynajmniej niektórzy z nich mają szansę zrozumieć, tak jak to w 1993 roku zrozumieli amerykańscy kongresmeni, że wiara w istnienie kosmitów jest tylko pochodną wiary w darwinowską ewolucję i nie ma żadnych podstaw merytorycznych.

Mieczysław Pajewski