Wojska irackie odbiły z rąk tzw. Państwa Islamskiego wschodnią dzielnicę Mosulu zamieszkałą przed wojną głównie przez chrześcijan.
Islamiści zostali wyparci z ponad połowy obszaru znajdującego się po wschodniej stronie rzeki Tygrys. Opanowanie przepraw wodnych odetnie wsparcie dla bojowników działających po wschodniej stronie, co przyśpieszy niszczenie ognisk oporu ISIS. Ten przełom skutkujący zajęciem ponad pięciu dzielnic Mosulu udał się dzięki wsparciu wojsk Stanów Zjednoczonych.

Pułkownik John Dorrian, rzecznik sił koalicyjnych walczących dżihadystami, przyznał, że siły specjalne wywiadowcze oraz inżynieryjne blisko współpracują z siłami zbrojnymi irackimi przy odbiciu Mosulu.

– W ostatnich dniach podwoiliśmy liczbę żołnierzy zaangażowanych w operację Mosulską do 450 żołnierzy, natomiast łącznie w Iraku dysponujemy około 5 tysiącami wojskowych.

Mieszkańcy, którzy zostali wypędzeni przez dżihadystów z Mosulu i schronili się w Irbili nie są pewni, czy będą chcieli wrócić do swoich domów. Większość domów oraz szpital są całkowicie zniszczone. W mieście ciągle działają snajperzy, pełno jest również min pułapek. Ponadto specjaliści alarmują, że tama na rzece Tygrys w pobliżu miasta grozi zawaleniem. Zapora stoi na miękkich skałach rozpuszczanych przez wodę. Tworzą się wyrwy, które są wypełniane mieszaniną cementu, gliny i krzemu. Prace utrudniają trwające walki. Jeśli tama runie, fala o wysokości ponad dwudziestu metrów w ciągu kilku godzin dotrze do Mosulu, zalewając 70 procent miasta. Może zginąć nawet półtora miliona ludzi.


Zobacz też:  USA przenoszą broń atomową z Turcji do Rumunii