Ewangeliczni chrześcijanie byli kluczową grupą, która przesądziła o wynikach wyborów w Stanach Zjednoczonych.

Przed wyborami środowisko chrześcijan było podzielone w sprawie głosowania. Wielu wypowiadało się przeciwko Donaldowi Trumpowi lub przeciwko głosowaniu w ogóle. Ostatecznie jednak znakomita większość wzięła udział w wyborach. Jak podała Fox News w tym roku procent chrześcijan ewangelicznych, którzy wzięli udział w głosowaniu, jest największy w historii.

W tej grupie Trump zdobył ponad 80% poparcia. To nawet więcej niż uzyskał George Bush w 2004 roku. Na Hillary Clinton głosowało zaledwie 16% ewangelicznych chrześcijan.

Chrześcijanie ewangeliczni stanowili 27% wszystkich głosujących we wtorkowych wyborach.
Przeważyli oni wynik między innymi w jednym z kluczowych stanów – na Florydzie.

Taki scenariusz przewidział już wiele miesięcy temu pastor Paweł Chojecki, wskazując, że jeśli ewangeliczni chrześcijanie zrezygnują z bierności politycznej i masowo pójdą do wyborów, to odwrócą bieg historii i powstrzymają upadek swojej ojczyzny. Tylko oni mogli zatrzymać triumfalny pochód lewactwa przez zachodni świat. Chwała Bogu, że tak się stało!

Zobacz też:  Dziwna sesja Rady Warszawy