Badania laboratoryjne potwierdzają prawdziwość pewnej biblijnej opinii

Udostępnij
Przeczytasz tekst w ok. 5 min.

Marta Cuberbiller

Jednym z głównych problemów filozofii jest pochodzenie wiedzy. Na pewno na temat świata i nas samych wiele wiemy z obserwacji. Ale czy wszystko? I nie chodzi tu o to, że słuchamy też radia, czytamy gazety, przeglądamy Internet. Karl Popper całkiem poważnie twierdził, że jego głównym źródłem wiedzy jest „The Times”. Ale ci, którzy mówią w radiu i piszą w gazetach też skądś muszą czerpać swoją wiedzę. Czy wszystko, co ludzie wiedzą, pochodzi pośrednio lub bezpośrednio z obserwacji świata?

Jeszcze w starożytności pojawiły się główne odpowiedzi na to pytanie. Arystoteles żyjący w IV wieku p.n.e. uważał, że cała wiedza ludzka pochodzi z doświadczenia, ze zmysłów. Człowiek, jego zdaniem, rodzi się jako czysta, niezapisana tablica, na której dopiero późniejsze doświadczenie zapisuje rozmaite treści. Filozofowie taki pogląd nazywają empiryzmem (od słowa „empiria”, które znaczy „doświadczenie”).  Ale jego nauczyciel, Platon, był innego zdania. Uważał on, że dusza ludzka dysponuje wiedzą wrodzoną. Co więcej, ta wrodzona wiedza wg Platona obejmuje całą wartościową wiedzę. Bo Platon odróżniał wiedzę wartościową (niepowątpiewalną, ogólną, zawsze prawdziwą) od wiedzy codziennej (hipotetycznej, niepewnej, dotyczącej jednostkowych zdarzeń). Na pytanie, skąd dusza ludzka ma taką wartościową wiedzę, Platon miał prostą odpowiedź. Dusza ludzka istniała przed naszym urodzeniem. Przebywała wówczas w innym świecie, w tzw. świecie idei, czyli przedmiotów doskonałych, wiecznych, niezmiennych i tam właśnie zdobyła całą wartościową wiedzę (np. matematyczną, ale i każdą inną), jednak w momencie urodzenia doznała takiego szoku, że wszystko zapomniała. I teraz musi sobie żmudnie wszystko przypominać, w czym pomagają rodzice, a zwłaszcza nauczyciele.

Pogląd Platona, że posiadamy jakąś wiedzę bez udziału doświadczenia, filozofowie nazywają aprioryzmem (od greckiego zwrotu „a priori” – „przed doświadczeniem”, „z góry”). Jeśli ta aprioryczna wiedza ma być człowiekowi wrodzona, to pogląd taki nazywają natywizmem (od łacińskiego słowa „nativus” – „wrodzony”). Arystoteles był więc empirystą, a Platon – apriorystą-natywistą. I te stanowiska, tylko w niewielkim stopniu zmodyfikowane, trwają do dziś. W epokach, w których dominowała myśl Arystotelesa, przyjmowano bez zastrzeżeń stanowisko empiryzmu. Na przykład wybitny filozof i teolog średniowieczny, św. Tomasz z Akwinu, twierdził, że nie ma niczego w umyśle, czego by nie było wcześniej w zmysłach. Ale w innych epokach, także i współcześnie, niektórzy filozofowie, psychologowie czy językoznawcy uważają, że słuszne jest stanowisko natywistyczne. Tylko uzasadniają je inaczej niż Platon, bo mówią o dziedziczeniu zamiast o przebywaniu w jakimś fikcyjnym świecie idei. Większość stanowią jednak empiryści, naśladowcy Arystotelesa i Tomasza.

Jednym z nich był siedemnastowieczny filozof, polityk i ekonomista John Locke. W traktacie zatytułowanym „Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego” z 1690 roku napisał, co następuje: „jeśli uważnie przyjrzymy się nowonarodzonym dzieciom, nie znajdziemy powodu, by sądzić, że przynoszą one na świat jakieś idee”. (1) Proponował, by myśleć o niemowlętach jak o białej kartce papieru, „pozbawionej liter, bez żadnej myśli”. Bo myśli – uważał – w tym poczucie dobra i zła, są wytworami późniejszych doświadczeń. Ten pogląd Locke’a zdominował nauki społeczne przez następne 300 lat.

Okazuje się, że w tej sprawie wypowiada się także Biblia, tylko inaczej niż Locke. W drugim rozdziale Listu do Rzymian znajdujemy takie słowa: „poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające” (Rzym. 2:14-15). Paweł Apostoł uważa więc, że istnieje coś takiego jak natura człowieka, która pozwala rozróżniać dobro i zło. Zmysł moralny jest zapisany w sercach ludzi, a późniejsze doświadczenie życiowe, wychowanie, przebywanie we właściwym lub niewłaściwym środowisku może jedynie ten zmysł moralny utrwalić lub wypaczyć.

Kto w tym sporze ma rację? Czy rodzimy się, znając różnicę między dobrem i złem? Czy może moralność ofiarowują nam dopiero rodzice i społeczeństwo?

W New Haven, w stanie Connecticut, na sławnym uniwersytecie Yale funkcjonuje Centrum Dziecięcego Poznania, zwane The Baby Lab. Kieruje nim dr Karen Wynn, która ze współpracownikami od kilkudziesięciu lat bada umysły i zachowanie się dzieci. Osiem lat temu rozpoczęła ona serię badań dzieci poniżej 24 miesięcy życia, aby przekonać się, w jakim stopniu rozróżniają one dobre i złe postępowanie.

Pierwszy test polega na tym, że pokazuje się dziecku przykład najpierw dobrego zachowania, potem przykład złego zachowania i niech dziecko decyduje, które przypada mu do gustu. Dziecko ogląda przedstawienie kukiełkowe. Szary kotek próbuje otworzyć duże plastykowe pudełko. Próbuje wielokrotnie, ale bez skutku, pokrywka nie ustępuje. Pojawia się króliczek w zielonej koszulce i pomaga kotkowi otworzyć pudełko. Potem pojawia się króliczek w pomarańczowej koszulce i zanim odejdzie, zatrzaskuje pokrywkę. Zielony króliczek jest miły i pomaga. Pomarańczowy króliczek jest niemiły i przeszkadza.

I wtedy dziecku prezentuje się oba króliczki z przedstawienia. Przynosi je członek zespołu badawczego, który nie widział przedstawienia i nie wie, jaką rolę każdy z króliczków pełnił. Chodzi o to, by nawet podświadomie nie zachęcał dziecka do wyboru „właściwego” króliczka. Mama dziecka, która je trzyma na rękach i która widziała przedstawienie, ma zamknąć oczy, by w żaden sposób niczego dziecku nie sugerować.

Którego króliczka dzieci wybierają? Ponad 80% badanych dzieci wolało dobrego króliczka albo wyciągając do niego rączki, albo przynajmniej patrząc na niego z uśmiechem. A u trzymiesięcznych dzieci ten odsetek jest jeszcze większy, bo sięga 87%. Ponieważ pojawiały się zarzuty, że dzieci wybierają raczej kolor koszulki albo że preferują króliczka przychodzącego z jednej strony, w kolejnych badaniach zmieniano te parametry. Wyniki były niezależne od miejsca i koloru koszulki.

Profesor psychologii w Yale University Paul Bloom, który prywatnie jest mężem Karen Wynn, w niedawno wydanej książce pisze, że omawiane badania wykazały, iż zanim dzieci nauczą się mówić lub chodzić, oceniają działania innych jako dobre i złe, ponieważ urodziły się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości. (2)

Badania te wiele mówią o naturze człowieka. Stanowią też wyzwanie dla innych światopoglądów, zwłaszcza dla darwinowskiego materializmu. Jeśli jesteśmy tylko wyewoluowanymi zwierzętami, których instynkty służyły jedynie przetrwaniu, to jak wyjaśnimy to dążenie do sprawiedliwości zwłaszcza wtedy, gdy zagraża ono naszemu przetrwaniu? Materialiści mogą wyjaśnić zło, jakie czasami czynimy, by zachować swoje zdrowie lub życie, ale nie są w stanie wyjaśnić, dlaczego nawet wtedy wewnętrznie oceniamy to negatywnie, dlaczego mamy wyrzuty sumienia. I to od samego dzieciństwa.

Marta Cuberbiller
m.cuber@wp.pl
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

(Na podstawie: Susan Chun, Are we born with a moral core? The Baby Lab says 'yes’, CNN February 15, 2014, https://tiny.pl/tx6bz. Eric Metaxas, Babies and the Not-So-Blank Slate. Morality Isn’t Invented, „The Christian Post” February 24, 2014, https://tiny.pl/tx6b8)

Przypisy
(1) John Locke, An Essay Concerning Human Understanding, George Routledge and Sons, London 1894, s. 42.
(2) Por. Paul Bloom, Just Babies: The Origins of Good and Evil, Crown Publishing Group, New York 2013.

Idź Pod Prąd 2014, nr 116 (marzec), s. 9.