Déjà vu, czyli to wszystko już było

„ Gdy wchodzą do miasta Tatarzy, nie pytaj, czy pies trębacza jest szczepiony”.

To nowa wersja starego przysłowia, którą zaprezentował mi podczas dyskusji zaprzyjaźniony Ukrainiec. Podaję ją nieudolnie przetłumaczoną, bo czytelnicy stanowczo zabronili mi pisania w obcych językach. Może dlatego, że robię szkolne błędy.

W Polsce mamy obecnie jedność światopoglądową - od prawa do lewa. Jak za I Solidarności albo za okrągłego stołu i przed pierwszymi, „ wolnymi tylko częściowo”, wyborami.

Taka jedność musi być mistyfikacją, bo interesy ludzkie są sprzeczne.

Zadawałam kiedyś rozmówcom proste pytanie: „ Jak Michnik może w więzieniu pisać i wydawać książki w sytuacji, gdy szeregowy więzień ma kłopoty z przekazaniem rodzinie kilku słów grypsu?”. Trudno przytaczać głupstwa, które słyszałam w odpowiedzi. Na przykład, że Michnik ma tak wielką charyzmę, że klękają przed nim strażnicy więzienni i mu pokornie służą. Najczęściej byłam jednak za to proste pytanie odsądzana od czci i wiary.

„ Gdybym miał tak spaczony obraz świata jak pani, popełniłbym samobójstwo” - powiedział mi pewien pan z arystokratycznej zubożałej rodziny, który nigdy Michnika na oczy nie widział i nie miał nic wspólnego z polityką, a przede wszystkim ze stalinowską grupą interesu w Polsce.

On jeden gorąco mnie przeprosił, gdy Michnik kazał odp... się od Jaruzelskiego i nazwał Kiszczaka człowiekiem honoru. Starszy pan, w przeciwieństwie do innych rozmówców, przeprosił mnie, bo był po prostu dobrze wychowany.

Nie twierdzę, że nie należało współpracować z Geremkiem i Michnikiem w czasach, gdy - jak mówiliśmy - „było nam po drodze”. Być może należało współpracować na zasadzie „brać od wszystkich - nikomu nie kwitować”. Okazało się jednak, że to nie my - to kto inny brał bez opamiętania i nie kwitował, my tylko dawaliśmy.

Przede wszystkim należało jednak pilnować, żeby stalinowska grupa interesu w Polsce nie przechwyciła steru i nie obróciła go o 180 stopni. Nie wiem, czy to było możliwe. Ustalenie tego to zadanie historyków. Skrajną głupotą było jednak wierzyć, że przedstawiciele tej stalinowskiej grupy interesu zrobią cokolwiek dla sztandarowych robotników „bronionych” przez KOR czy dla entuzjastycznych ciotek rewolucji zbierających dla nich pieniądze i roznoszących bohatersko ulotki.

Pamiętam, że za czasów I Solidarności epatowano ludzi daczami byłych prominentów nad Zalewem Zegrzyńskim, podobnie jak pozwolono teraz prostym Ukraińcom gorszyć się złotymi sedesami w pałacach Janukowycza. Podobno kilka tych prominenckich pałaców w Polsce zburzyli sami właściciele. Chyba tylko po to, żeby za kilka lat przejąć na własność cały kraj.

Niewygodne pytania, na przykład: „ Kto płaci za toalety typu toi toi na Majdanie?” automatycznie stawiają pytającego w szeregu zwolenników Putina. To bardzo komfortowa psychicznie sytuacja - nigdy nie zadawać niewygodnych pytań i zawsze stawać po dobrej stronie mocy. A potem płakać: „Oszukał nas wróg, jak on tak mógł?”.

Za czasów pomarańczowej rewolucji na Ukrainie na Majdan pojechały dzieci z katolickiego gimnazjum, do którego uczęszczała moja córka. Miały machać pomarańczowymi szmatami, za co zapewniono im nocleg i wikt (catering) oraz gwarancję bezpieczeństwa. Kiedy zapytałam na szkolnym zebraniu: „Kto daje takie gwarancje?”, zostałam dosłownie zadziobana. Nie było świństwa, którego by mi nie przypisywano. Córka oczywiście nie pojechała, a jej koleżanki bawiły się wyśmienicie. Jak na prywatce. Miały poza tym poczucie, że zanurzyły stopę w głównym nurcie historii. Wszelkie meandry tego nurtu nic ich nie obchodziły, jeśli nawet je rejestrowały.

Nic mnie tak nie przeraża, jak jedność światopoglądowa. Gdy Kiszczak zaczął mówić tym samym głosem co Michnik, Bujak i miliony klakierów, pomyślałam sobie: „To się źle skończy”.
Czy oznacza to, że życzyłam przegranej naszej oddolnej solidarnościowej rewolcie? Nigdy w życiu, ale dopiero wtedy zrozumiałam, że nie ma ona szans, a my wszyscy, jej mięso armatnie, zostaniemy przeżuci i wypluci. Tak się też stało.

Niewygodne pytania w sprawie Ukrainy, na przykład: „Dlaczego akceptowana jest jako rzecznik oligarcha, która okradła ich na miliardy dolarów?” świadczą tylko o tym, że pytający bardziej się martwi o prostych Ukraińców, którzy są mięsem armatnim tej rewolty, niż oni sami.

Nie chodzi tu o racje geopolityczne, o pełzające rewolucje, które dowodzą, że świat w niebezpieczny sposób dojrzewa do zmiany sojuszy i granic. Nie chodzi o jarzyny do sprzedania Rosjanom ani o fascynację Putinem.

Chodzi tylko o tych ludzi na Majdanie. Żeby jak my nie zostali przeżuci i wypluci.

naszeblogi.pl/44901-deja-vu-czyli-wszystko-juz-bylo