ŚWIADECTWO NAWRÓCONEGO LEWAKA

Kochani,

Na wstępie chciałbym Wam podziękować za działalność całego IPP. Robicie świetną robotę, a Polsce i Polakom potrzeba takich ludzi, jak Wy. Dajecie przykład i wydajecie dobry owoc. Miejmy nadzieję, że z Bożą pomocą uda się Wam przemyć te oczy zalepione „miodem lewackiego dialogu”, tak niestety wszechobecnego w świecie mediów.

Chciałbym się podzielić moją historią nawrócenia, a także drogą z lewa na prawo, zatem przedstawię krótką historię ratunku mojej duszy.

Z racji tego, iż na Twitterze występuję pod nickiem PattPL, czuję obowiązek się przedstawić. Mam na imię Bożydar. Podobnie jak w wypadku większości Polaków, pochodzę z rodziny katolickiej. Nic specjalnego ani wyjątkowego. Przez większość życia mieszkałem w bloku na osiedlu w Warszawie-Ursynów. Chodziłem do szkoły.

Moje dzieciństwo… Ojciec ma wyższe wykształcenie – mgr inż. elektronik, pracuje od rana do wieczora. Matka, niedoszła rusycystka, nie pracuje, wychowuje jedynaka. Oczywiście sobie nie radzi, więc pas jest często w użyciu. Rzadko spotykamy się z resztą rodziny, właściwie od święta. Matka chce, żeby syn miał świetlaną przyszłość, więc odrabia za niego lekcje, wyraża niezadowolenie, kiedy syn przynosi czwórki zamiast piątek. Każda klasa podstawówki ukończona z czerwonym paskiem na świadectwie. Rzadko mogę się bawić z rówieśnikami, bo muszę się uczyć. Sam rozwijam zamiłowanie do historii i rysunku, ale to nieistotne. Ojciec decyduje w końcu, że powinienem coś zacząć robić z sensem, więc popiera, że chcę wstąpić w szeregi Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej.

To były najlepsze lata mojego dojrzewania – obozy, biwaki, spory wysiłek fizyczny, bo trafił się zamordystyczny drużynowy. Z plusów dodatnich to także dość silne patriotyczne wychowanie, bo ZHR chlubi się tym, że powstał na gruzach komuny (wolny żart oczywiście, ale to wiem teraz). Do tej pory pamiętam inspirujący wywiad z Antonim Macierewiczem w harcerskiej prasie.

Z czasem dorabiam się swojej własnej drużyny. Coraz więcej czasu spędzam poza domem, harcerstwo traktuję jako tą właściwą szkołę. Nie na długo, bo w liceum wpadam w tzw. towarzystwo. Metal, picie, imprezy. Rezygnuję z harcerstwa, bo dorastając, zaczynam widzieć obłudę w jego szeregach, szczególnie na wyższych stopniach instruktorskich. Widzę, jak większość haseł, które były fundamentem tej organizacji, wykorzystuje się doraźnie według potrzeb. Jestem zawiedziony, wręcz rozżalony. Opuszczam harcerstwo dla bardziej wiarygodnych metali i kumpli z osiedla. Ci w swojej prostocie nie udają. Jest alkohol, zaczyna się też palenie fajek, tatuaże, „dobre” imprezy, długie włosy, zainteresowanie płcią przeciwną i początek łamania ostatnich granic i bastionu mojej własnej moralności.

Później dostaję się na studia na Uniwersytecie Warszawskim (orientalistyka, Wydział Stosunków Międzykulturowych Azji i Afryki), poznaję coraz więcej pseudopatriotów, którzy wymieszani są też ze skrajnym, anarchistyczno-komunistycznym lewactwem (no niestety). Orient zawsze mnie interesował ze względu na religie, filozofie i różnorodność kulturową. Cały wydział niemal do szpiku kości przesiąknięty był (i pewnie jest) jednak lewacką ideologią, z czego zdałem sobie sprawę dopiero niedawno. W tym czasie uganiam się za spódniczkami. Na imprezie poznałem „fantastyczną” dziewczynę, z którą dość szybko zamieszkałem. Praca, studia, potem okazało się, że dziewczyna zdradza, więc wróciłem, nie na długo, do rodzinnego domu. Tymczasem mój ojciec pojechał za chlebem do Irlandii, bo ciężko mu było znaleźć w wieku 55 lat dobrze płatną pracę jako szanujący się specjalista. Ja się bawiłem, bo przecież życie to wieczna impreza i zabawa. Niemal jak w piosence „Warchoł” Jacka Kaczmarskiego.

Później poznałem swoją obecną kobietę. To było 11 lat temu. Studiowała w Słupsku, więc musiałem szybko znaleźć jakąś pracę, żeby móc dojeżdżać. Jeden ze znajomych zaoferował mi pracę łamacza (DTP) w „Trybunie”… pieniądze były potrzebne, więc przyjąłem. To było miażdżące przeżycie. Na zmianach naczelni i inni redaktorzy byli zalani w trupa nie raz. W całej redakcji można było ciąć powietrze nożem, tyle było dymu papierosowego. Bluzgi, pijani korektorzy, pijani drukarze, pijani dziennikarze i graficy. Tego nie zapomnę do końca życia.

Potem przeprowadziliśmy się razem z kobietą do Gdyni. Ciężkie realia. Mając obydwoje pracę, jedliśmy suchy makaron pod koniec miesiąca. Ojciec ściągnął nas do Irlandii. Po paru miesiącach pracy fizycznej udało mi się zatrudnić w firmie IT, która jest outsourcingową firmą amerykańską. Pracuję w niej do dziś, już prawie 10 lat. Tutaj była inna rzeczywistość – stać na niemal wszystko, nawet gdy się pracuje w supermarkecie, ludzie są jacyś mili, mówią „cześć” na ulicy… Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało.

W tym czasie urodził mi się fantastyczny syn. Skręciłem w prawo. Rok temu też uderzył we mnie Bóg, choć nie wiedziałem na początku, że to on.
Całą tę historię mógłbym w sumie ograniczyć do trzech powyższych zdań, ale chcę dać Wam zarys upadku i pokazać, co się stało, że się podniosłem. Być może obnaży to kolejny schemat działalności Ojca Kłamstwa…

Teraz wiem, że przez ponad połowę swojego życia żyłem w grzechu. Grzech rodzi grzech, to jest jak reakcja łańcuchowa. Działa jak zepsuty owoc w koszyku z dobrymi. Grzech niszczy, grzech zabija. Przede wszystkim naszą własną duszę. Powoduje, że jesteśmy tak nieczyści, że w momencie nawrócenia nawet na samą myśl chce się wymiotować.

Są rzeczy na tym świecie, które mają makabryczny wpływ na kształtowanie się psychiki młodego człowieka. Pierwsza i zasadnicza to brak Boga w rodzinie. Tak było u mnie. Jeśli się o nim nie mówi, jeśli się nim nie żyje, to pozamiatane. Mówię tutaj o szczerej wierze, a nie święceniu palemki, jajek czy zjadaniu chlebka co tydzień. To mnie odrzuciło skutecznie – chodzenie do kościoła co niedziela, słuchanie tego samego w kółko. Ludzie, którzy jak zombie powtarzali co niedziela te same formułki, którzy uważali, że jedzenie kawałka chleba co niedziela wybawi ich od złego diabła z kopytami, który tkwi w przedmiotach, znakach i tylko czyha za rogiem, żeby opętać. To nie było dla mnie.

Szybko stałem się zagorzałym antyklerykałem (co zostało do tej pory). A kto jeszcze był antyklerykałem?  Lewaki i neopoganie metalowcy. Tak się zaczęło. Od tego właśnie poglądu i metalu. Od stylu życia. Nie wiedziałem wtedy, że katolicyzm to nie chrześcijaństwo.

Odwróciłem się od Boga. Na początku byłem na niego zły. Potem go odrzuciłem. Wciąż myślałem, że to wszystko dookoła nie jest zasługą Wielkiego Wybuchu, ale szybko pojawili się tacy autorzy, jak Dawkins, Lawrence Krauss, Christopher Hitchens, żeby rozwiać moje wątpliwości. Na spółkę z moimi lewackimi „przyjaciółmi” pokazali mi, że człowiek kierujący się w życiu etyką to jest maksimum szczęścia i ideał. Jak to powiedział Krauss „Gwiazdy umarły po to, żebyście powstali. Zapomnijcie o Chrystusie”. To oczywiście było wygodne. Wszystko, co złe, jest wygodne.

Cały czas dalej czegoś poszukiwałem, ale nie wiedziałem czego. Zostałem pozbawiony osobowości. Człowiek kameleon – zmieniający style ubioru i zachowań w zależności od emocjonalnego etapu w swoim życiu. Taki kseroboj i facet baba. Moja psychika zaczęła szwankować. Nie wiedziałem, co jest złe, a co dobre. Nie wiedziałem, kim jestem, ale miałem silną awersję do patriotów i ludzi wierzących. Przecież wszyscy ludzie są w jakiś sposób połączeni ze sobą. Powinniśmy celebrować naszą różnorodność, powinniśmy celebrować naszą odmienność i szanować zdania innych, jakiekolwiek by nie były. (Tylko oczywiście nie te, które wspominają o Bogu czy o patriotyzmie. Taki lewacki paradygmat nie do przejścia wynikający z braku logicznego myślenia oczywiście.)

Dlatego też ze śmiałością mogę stwierdzić teraz, że lewactwo to jest choroba psychiczna wywołana brakiem Boga. To się powinno leczyć tylko i wyłącznie Nowym Testamentem. Jezus jest jedynym specjalistą w tej dziedzinie.

Moja kobieta nosiła portki za mnie. Było mi wygodnie. Później pojawiła się jej depresja poporodowa i to przerobiło mnie na emocjonalną papkę. Brak wartości nie pozwolił zachować integralności. Rozsypałem się.

Parę zdarzeń w moim życiu doprowadziło mnie do momentu przełomowego.

Mój synek. Zacząłem zastanawiać się, jakie wartości mu przekażę. Nie znałem odpowiedzi na to pytanie. Róbta, co chceta? Bardzo go kocham i jakoś nie bardzo mi to pasowało. Kierowałem się własnym kompasem moralnym, co moment zmieniałem zdanie, byłem niestały w opiniach. Tak nie mogło być. Wiedziałem, że muszę coś zrobić.

W tym czasie zrozumiałem również, że moje serce leży tak naprawdę na prawo, a nie na lewo… ale to oddzielny temat.

Najgorsze było ciągłe poczucie pustki wewnętrznej. Mówili mi, że mam depresję. Nie wierzyłem im i dobrze. Zacząłem poszukiwać rozwiązań duchowych, zwłaszcza że od małego interesowałem się wierzeniami i religiami. Wtedy Jezus nie wchodził w grę, bo to przecież do kościoła będzie trzeba chodzić i nawalać zdrowaśki. Wzrosło zainteresowanie ruchami neopogańskimi, zwłaszcza że grałem dużo w gry RPG, czytałem książki, słuchałem folk metalu i uwielbiałem być na łonie natury. Zacząłem palić wieczorami skręty dla większych doznań „duchowych”.

Zawsze interesowałem się też teoriami spiskowymi, Illuminati itp… Ameryka to szatany, masoni rządzą światem, NWO, Putin zbawca itd., itd., kłamstwo za kłamstwem. Dotarło do mnie jednak, że ktoś strasznie dezinformuje i zacząłem grzebać więcej i więcej. Zacząłem dochodzić do wniosku, że za tym wszystkim kryje się zło… Było jedno wspólne rozwiązanie. Tylko wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tym rozwiązaniem jest Jezus Chrystus, a internetowa propaganda to nic innego jak próba odciągnięcia od Niego ludzi, którzy poszukują.

I stało się. Był moment rok temu, kiedy obudziłem się z dziwnym uczuciem. Jakiś głos w mojej głowie zaczął mówić mi, że to, dokąd zmierzam, nie skończy się dla mnie dobrze. Powiedział mi, żebym wstał, żebym już dalej nie upadał. Że mój czas nadszedł. Myślałem, że śpię jeszcze, ale nie spałem.

Byłem zdezorientowany. Nie wiedziałem, o co chodzi. Coś mi mówiło, że to Bóg, chociaż nie wykluczałem wtedy jeszcze choroby psychicznej. Pamiętam jak dzisiaj, że nieśmiało powiedziałem o tym swojej partnerce, a ona tylko jęknęła „O mój Boże!”, bo myślała, że to mój kolejny wymysł… Szczerze powiedziawszy, sam nie wierzyłem, że to może być prawda, zwłaszcza że nieco wcześniej gościliśmy znajomych wyznawców Baha’i, którzy też nam o Bogu mówili i nie przekonało mnie to kompletnie. Zostałem nawet określony mianem adwokata diabła.

Przechodząc koło czegoś w rodzaju antykwariatu, postanowiłem wejść do środka i kupić najtańszy Nowy Testament. Coś mnie do tego pchnęło. Chciałem się dowiedzieć o Bogu więcej. Chwilę później zamówiłem również Biblię Króla James’a, Koran, miałem zapiski Baha’u’llah w domu i chciałem dowiedzieć się więcej, jak ludzie postrzegają Boga. Cała masa moich wcześniejszych znajomych była zafascynowana a to jogą, a to Dalekim Wschodem, buddyzmem czy nawet shinto i szamanizmem. Była tylko jedna rzecz, która podobnie jak w wypadku pogaństwa mnie odpychała – materialność tych wyznań. Rytuały, obrzędy, zabobony, gusła, czary i swary. Buddyzm był może nieco inny w założeniu, ale dzisiejszy zrobił dokładnie to samo, co Kościół katolicki.

Byłem załamany, bo znowu zaczęła wracać myśl, że to jednak coś nie tak z moją głową.

Postanowiłem więc poszukać w internecie, zwłaszcza że miałem paru znajomych katolików. Zacząłem szperać, a tu Natanek i egzorcysta ks. Piotr Glas. Mówią mi, że pewnie jestem pod demoniczną opresją albo jeszcze lepiej, że mogę być opętany i nawet o tym nie wiedzieć… że może egzorcysta potrzebny. A że z lekturą okultystyczną miałem wcześniej do czynienia, no to pewnik. A i Harrego Pottera czytałem, mam tatuaże, słuchałem ciężkiej muzyki…

Pierwsza reakcja – poszedłem do przepięknej katedry w moim miasteczku i padłem na kolana przed krzyżem. Zacząłem się modlić do drewnianego Jezusa. I nic… Wsadziłem rękę w wodę święconą – też nie parzy. Wtedy jeszcze NT czytałem bardziej jak książkę instruktażową, a nie prawdę objawioną.

W pewnym momencie pomyślałem: „Boże, proszę Cię, pokieruj mnie tak, abym do Ciebie trafił. Potrzebuję Cię teraz”. Po dwóch dniach (nie pamiętam, czy nie szybciej) patrzę, a na YT sugestia: „Kowalski Chojecki komentują”…

To był moment, w którym już tęskniłem za Ojczyzną i słuchałem wykładów Korwina, Cejrowskiego, coś niecoś Kolonko… Próbowałem się przekonać do naszej prawicy. Później, widząc, że Kukiz też podaje się za naszą prawicę, podobnie jak panslawistyczne organizacje, takie jak Niklot, które pchają nas w kacapskie objęcia pod etykietką „słowiańskości i braterstwa”, zwątpiłem znowu. Piękne tylko nieprawdziwe. Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu wracać, że lepiej zostać w Irlandii Północnej.

Z lewackich czasów pamiętałem postrach i naczelnego naziola: Mariana Kowalskiego. Pas z celtykiem, flek albo harringtonka, ręka jak mój kark. No to świetnie! – pomyślałem, zwłaszcza że był wtedy jeszcze blisko środowiska Winnickiego, Bosaka i Zawiszy – nic mądrego pewnie nie powie, a Chojeckiego nawet nie znam.

Pierwszy odcinek… a tu Kowalski mówi do rzeczy, a Chojecki wymachuje Nowym Testamentem, prawie jak w Ameryce. Mało tego, Chojecki też mówi do rzeczy. Ale nie nie, to nie może być prawda – pomyślałem. No to zacząłem oglądać dalej, trzeba dać szansę. Drugi, trzeci… – i dalej mówią z sensem. Chojecki cały czas mówi o jakimś nawróceniu się na Jezusa Chrystusa, a jednocześnie jedzie po KK i mówi to samo, co ja zauważyłem już parę lat temu. No to jak? Przecież Kościół katolicki głosi jedyną prawdę o Jezusie. (Kościół ortodoksyjny uważam jedynie za schizmę. Ci sami zwodziciele w innych ornatach.)

Kolejny obłąkany pastor, myślę. Pewnie mason albo anglikanin, luteranin czy Boże uchowaj charyzmatyk, który młóci ozorem, myśląc, że mówi językami. Sprawdzam, a tu zdjęcie z karabinem. Ha! Miałem rację, przecież Jezus mówił o nadstawianiu drugiego policzka. Kazał też swojemu uczniowi schować miecz po incydencie z uchem. No dobrze, ale dlaczego uczeń Jezusa miał miecz… może to wszystko nie tak, jak myślę? W głowie pojawiła się cała masa pytań.

Wtedy nie zdążyłem jeszcze na nie odpowiedzieć. Trafiłem na „Dlaczego Jezus”… Obydwaj bracia Machałowie na start i do Pani Amelii nie dotarłem… Upadłem na kolana i poprosiłem Jezusa o pomoc, wiedziałem, że sam sobie nie poradzę w życiu, prosiłem, żeby wyrwał mnie z ciemności, żeby przyszedł do mnie, zagościł w moim życiu… że nie dam sobie sam rady z grzechem… 95-kilowy chłop ryczał jak dziecko przez długi czas… Do tej pory mi się zbiera na łzy, jak tylko pomyślę o tym momencie.

I stało się… od tego momentu czuję, że On jest ze mną. Czuję jego obecność każdego dnia. Od momentu przebudzenia do momentu, kiedy idę spać. Moje myśli są z Bogiem przez cały dzień. wewnętrzna pustka została wypełniona i cały czas mam uczucie radości w sercu na myśl, że się z Nim spotkam.

Trudno mi o Nim nie mówić. Nie da się.

Moje życie zmieniło się radykalnie. Wyrzuciłem z mojego koszyka te wszystkie popsute owoce, które tylko mogłem.

Stałem się lepszym ojcem dla mojego synka, mam z nim teraz o wiele lepszą więź. Na początku też był trochę zmieszany, ale teraz sam mówi o Bogu, kiedy przychodzi ze szkoły (o podłożu protestanckim), często mówi, że ktoś im czytał jakąś biblijną historię albo że oglądali bajkę o Jezusie. Oczywiście rozumiem, że zbawienie jest przez osobiste i świadome zwrócenie się do Jezusa po ratunek, ale i tak moje serce się cieszy, bo to ziarno już jest, tylko trzeba teraz nawozić i podlewać ziemię.

Ojciec agnostyk zaczął czytać ukradkiem Biblię, co mnie cieszy. Widzi, że jego syn się zmienił.

Wcześniej wiele rzeczy mi nie przeszkadzało, bo nie miałem zdania, nie widziałem sensu w życiu. Żyłem z dnia na dzień. Jak roślina. Teraz mam.

Nie chcę już żyć w grzechu, chcę żyć dla Jezusa, dla Ojczyzny. Dla mnie Bóg, Honor i Ojczyzna zaczęły być w życiu najważniejsze. Chcę nauczyć tego mojego syna. Bóg jest na pierwszym miejscu. Nie będę skazywać syna na brak męskiego wzorca. Ojczyzna potrzebuje mężczyzn, a nie chłopców.

Mógłbym napisać jeszcze dużo więcej. Chciałbym Wam podziękować za to, że jesteście. Że IPP działa, że pastor grzmi, że Pan Marian sieka lewactwo.

Dzięki Waszej działalności udało się pchnąć kolejnego upadłego w ręce Jezusa. Przywróciliście mi też wiarę w prawdziwą, niefarbowaną prawicę. I to nie jest Wasza prawica. To jest jedyna prawica. Szczere: Bóg, Honor i Ojczyzna.

Wiem, że jak Pan Marian mówi o Wyklętych, to łzy są szczere, łzy prawdziwego patrioty, któremu Polska nie jest obojętna. Dziękuję. Czołem Wielkiej Polsce!

Skomentuj

Komentuj jako gość

0
warunki użytkowania.

Komentarze

  • Brak komentarzy